Ubiegły tydzień spędziłem na feriach
w Niemczech! Przyjechała po nas ciocia Helga (czyt. Ewelina) i wujek Rafał i na kilka dni nas do siebie zabrali.
Fajnie było tak poleniuchować, jak na prawdziwych feriach hihi; odwiedziliśmy ciocię Krysię, rodzinę cioci Eweliny, koleżankę mamy- Kasię :) Wszyscy przyjmowali nas bardzo gościnnie i naprawdę było super!!! A u cioci i wujka to tak mi się podobało, że jak aniołek przespałem wszystkie noce i nawet 8 godzin w samochodzie nie marudziłem....Może na wakacje też nas zabiorą 
W ogóle to wszyscy bardzo nas tam namawiali na zamieszkanie w Niemczech... Na pewno pod wieloma względami byłoby nam tam lepiej, ale mama mówi, że musi się nad tym porządnie zastanowić. W końcu sporo się w naszym życiu ostatnio zmieniło i może warto byłoby zacząć "nowe życie"? Zobaczymy zresztą co nam los przyniesie...
A na razie jesteśmy przerażeni panujacą zimą... Za dwa tygodnie lecimy na Ukrainę i jak tak dalej będzie to mama chyba do samolotu nie wsiądzie i sankami tam chyba pojedziemy hihi
A to kilka nowych zdjęć, tym razem z ferii:
Już jestem spakowany
Jeszcze u prababci, gotowi do drogi
I na feriach, tu z mamą
a tu z ciocią i mamą
Zwracam się do wszystkich z prośbą o przekazanie na rzecz Kubusia 1% podatku za rok 2009.
1% należy przekazać Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym SŁONECZKO, KRS 0000186434
z wskazaniem: 1% podatku dla opp dla Jakuba Synowca ,94/s
Za każdy podarowany nam 1% serdecznie dziękujemy!!
Jak co roku o tej samej porze... czyli rok zaczynamy turnusem w Zabajce 2!!! Już 4 stycznia razem z Nikodemem, który nas po drodze zabrał rozpoczęliśmy turnus w Zabajce2. To już moja taka tradycja, że początek stycznia spędzamy właśnie tam
. I za każdym razem na turnusie jest super!!
Turnus był bardzo pracowity!! Ostatnie trzy dni odezwały się moje nogi, nie wiadomo co, bo płakałem przy ich dotykaniu, więc mogły to być bioderka, przywodziciele albo kolana :( , co, nie wiadomo, ale coś mi jednak dokuczało 
Pracowałem dzielnie i ciężko. Zajęcia na sali miałem z wujkiem Krzyśkiem,
hipo z Karoliną i Wojtkiem,
zamiast basenu masaż z Justyną,
terapię zajęciową z Karoliną,
chiropraktykę z Tomkiem,
biomasaż z Basią,
zajęcia z logopedką Marzenką,
cranio z Mariuszem,
pająka z Basią,
dogoterapię,
wszystkie zajęcia intensywne i fajne!!! Do domu wróciłem bardzo zmęczony :(
Poza ćwiczeniami na turnusie było bardzo wesoło. Spotkaliśmy masę znajomych, był Nikodem, Adrian, Ola, Sonia, Kacper, Pawełek, Oliwka, Lenka, Pawełek i wiele fajnych dzieciaków!!
Mieliśmy kilka atrakcji, a jedną z nich były 18ste urodziny Adriana, na których wszyscy super się bawili. Została na nie zaproszona nawet reprezentantka Polski w siatkówce Pani Paulina Maj :)
Był też mecz w piłkę halową reprezentacji z Zabajki, bądź co bądź przegrali, ale zabawa była rewelacyjna :)
Turnus był naprawdę fajny i już za wszystkimi tęsknimy :))))
Tu przed ośrodkiem, idziemy właśnie na hipoterapię
A tu z 18-latkiem... oj jaki on dużyyyyy
I z Nikodemem- zima w Złotowie jest piękna :)
Do zobaczenia wkrótce :)
I już po Świętach, a jutro Sylwester, Nowy Rok i dalsza walka z przeciwnościami....
Święta minęły szybko, fajnie ,z masą prezentów, odwiedzin, jedzonka.... Widziałem żywego Mikołaja i wcale się go nie bałem 
i jeszcze jedno
A jutro już Sylwester i Nowy Rok. Mieliśmy jechać do Nikodema, ale trochę niewyraźnie się czuję i zostajemy w domu, abym 4 stycznia był zdrowy jak rybka, bo jedziemy na turnus 
Rok 2009 był dla mnie bardzo intensywny, osiem turnusów rehabilitacyjnych, w tym jeden na Ukrainie. Ruchowo - rozluźniłem się, wyprostowałem w plecach, nie krzyżuję nóg, bardziej kontroluję głowę. Umysłowo- więcej się uśmiecham, reaguję, jak mi się coś lub ktoś nie podoba lub podoba. Mniej płaczę, więcej śpię. Urosłem, ważę już 15 kilo i jestem dużym chłopcem. Rok 2009- ROKIEM POZYTYWNYM!!
Plany na 2010 -duże- rehabilitacja w domu, kilka turnusów w Stobnie i Zabajce2, wyjazd do Truskawca na Ukrainę i wyjazd na delfiny. Planów sporo, zobaczymy co z tego da się zrealizować :)
Wszystkim życzę Szczęśliwego Nowego Roku 2010, a sobie, oby nie był gorszy od mijającego :)
Dziękuję wszystkim za wsparcie, za wpłaty z darowizn i 1%, za udział i pomoc w aukcjach na Allegro , za każdy miły gest i okazane nam serce!! Bóg zapłać

Dzisiaj pomagałem ubierać mamie choinkę, tzn bardziej duchowo hihi. Ale bardzo mi się podobały lampki i bombki, a najbardziej łańcuchy :)
A z okazji nadchodzących Świąt Bożego narodzenia życzymy:
Jak obyczaj każe stary,
według ojców naszych wiary,
chcemy złożyć Wam życzenia,
z dniem Bożego Narodzenia.
Niech ta Gwiazdka Betlejemska,
która wschodzi tuż po zmroku,
da Wam szczęście i pomyślność,
w nadchodzącym Nowy Roku. 
W środę razem z mamą i ciocią Justyną wybraliśmy się do Warszawy. Miałem zaplanowaną wizytę u laryngologa. Podróż minęła nam dość szybko, choć jechaliśmy dziwnym pociagiem, ale nie było najgorzej. W Warszawie troche przymroziło brrryyy. Po dotarciu na miejsce mieliśmy trochę czasu do wizyty, więc odwiedziliśmy ciocie z Fundacji Serce Dziecka, działającej na rzecz dzieci z wadami serca. Dostałem w prezencie fajny drewniany samochodzik, zjadłem obiadek i ciocia Beata zawiozła nas do przychodni.
Moja pani doktor od razu mnie poznała i zauwazyła , że urosłem 
Co do wizyty to:
- ten dziwny incydent , kiedy to trafiłem do szpitala ze spadkiem saturacji, mógł być spowodowany zachłyśnieciem, co ostatnio mi się zdarza. Pani doktor sugeruje konsultację z neurologiem odnośnie zmienienia dawki leków na rozluźnienie, bo niestety rozluźnia mi się także krtań i mogę się zachłystywać;
- co do chrapania, to muśimy zrobić zdjęcie migdałków, może to chrapanie być spowodowane przerostem trzeciego migdała, albo tą moją nieszczęsną dziurką w nosie, która do końca nie jest drożna (pozostałość po sondach i respiratorze...);
- jest też nadzieja na zaszycie mojej dziurki po tracheostomii, mamy na początku kwietnia dzownić i się umówimy (na to jednak za bardzo się nie nastawiam, bo może znowu trafić się anestezjolog, który nie będzie chciał mnie znieczulić i wrócę do domu z nie zaszytą dziurką, ale nadzieja jest
)
- i najważniejsze na koniec- dostaliśmy zaświadczenie o braku przeciwskazań do delfinoterapii bez zamaczania w wodzie. Dla dzieci, które boja się wody, albo takich jak ja istnieje również delfinoterapia, gdzie prowadzona jest ona z platformy, bez zamaczania w wodzie, a efekty "umysłowe" daje takie same, tzn fale od delfina i tak działają. Tak więc zaczynamy załatwianie delfinoterapii na przyszły rok. W końcu marzenie o delfinach się spełni!!! Oczywiście najlepiej by było, jakby dziurka była już zaszyta

Mieliśmy dość ciężki tydzień. Zaczęło się w piątek wieczorem... Już usypiałem, jak zaczęłem bardzo dziwnie oddychać, paluszki zrobiły mi się granatowe i spadała saturacja nawet do 60-65 ! Mama zmieniała mi pozycje, wzięła mnie na ręce, ale ja jakbym "odpływał", oczka miałem otwarte, ale bez kontaktu, więc nie czekając długo mama zadzwoniła na pogotowie. Przyjechali dość szybko i zabrali nas w środku nocy do szpitala... Po podaniu tlenu wszystko się unormowało. Oczywiście pokłóto mnie tam strasznie, porobiono badania krwi, moczu i nic nie znaleziono. Nie wiadomo, co to było. W niedzielę wróciliśmy do domu.
W poniedziałek od razu pojechaliśmy do Poznania na umówioną wizytę u Pani dermatolog, odnośnie tej zmiany skórnej na uchu, bo się okazało, że gronkowca już tam nie ma, ale zmiana nadal jest. Dostałem płyn do przemywania i maść do smarowania i jak przez dwa tygodnie nie przejdzie to będziemy myśleć dalej.
We wtorek znowu kierunek Poznań, tym razem do kardiologa. Pan doktor zrobił mi echo serca, zmierzył puls i stwierdził, że z sercem nie dzieje się nic niepokojącego.
To co wydarzyło się w piątek, to było załamanie oddechu, a nie krążenia. Mógł to być niewidoczny napad padaczki, początek infekcji albo nie wiadomo co. Chyba przydałby nam się w domu koncentrator tlenu :)
I tak zleciał nam tydzień... Ten zapowiada sie podobnie. W środę jedziemy do laryngologa do Warszawy, czeka mnie długi dzień w pociągu :) No i pierwszy raz w życiu pojadę metrem hihi.
A poza tym jak zwykle,praca na Allegro idzie pełną parą, paczki jedne przychodzą , inne wysyłamy
No i zbliżamy się do Świąt wielkimi krokami
I już jesteśmy po turnusie. Ostatnie dni były ciężkie, odezwało się zmęczenie, pojawiła też gorączka, ale dzielnie dotrwałem do końca i całe szczęście, bo w przedostatni dzień była andrzejkowa dyskoteka dla dzieci. Bawiliśmy się na niej świetnie, i dzieci i rodzice.
Oto kilka fotek:
Piratów dwóch :)))

Mój but pierwszy wymaszerował za salę, cóżby to miało znaczyć???
I było też lanie wosku- mi wyszła rafa koralowa- to znak, że jednak pojadę na te upragnione delfinki :))
Piracka rodzinka :))
A to ja w całej swej okazałości :))
Turnus był super, zleciał niesamowicie szybko :))
Spotkaliśmy samych znajomych, był Nikodem, Klaudia, Wiktoria, Ola, Sonia, druga Ola,Sebek i inni.
Pół dnia spędzałem na ćwiczeniach a popołudnia z Nikodemem i Klaudią, bo Wiktoria się rozchorowała i wcześniej pojechała do domu.
Aż żal było wracać :)))
A po powrocie do domu zderzenie z rzeczywistością, najpierw wizyta u lekarza rodzinnego, tam się okazało, że oskrzela, płuca i gardło są czyste. I całe szczęście. Nadal jednak są zmiany skórne na uchu, już na obu i w dodatku jeszcze spuchły mi dziasła, czyli znak, że dalej trzeba tępić gronkowca...
W czwartek rano robiliśmy badania krwi, nie było tak źle, a wyniki wyszły w porządku, po południu pojechaliśmy do Poznania do neurologa, najważniejsze to to, że ten dziwny incydent, o którym myśleliśmy, że to napad, napadem nie był. Hura!!! Poza tym OK!!
Po niedzieli czeka mnie kontrola u dermatologa, może on coś doradzi, jak walczyć z tym paskudnym gronkowcem i jeszcze kardioolog i echo serca.... I kiedy mam tu odpocząć??
Dzisiaj mineła nam połowa ósmego turnusu w tym roku :) Wynik ładny, co roku udaje nam się wyjechać na kilka turnusów więcej, więc postępy małe też widać i oby tak dalej.
Turnus leci nam na intensywnych ćwiczeniach w miłej atmosferze. Spotkaliśmy samych znajomych i jest bardzo fajnie. A ćwiczenia jak zawsze sporo i konkretne.
Na razie omijają nas przeziebienia, a pogoda niestety sprzyja chorobom, więc dobrze by bylo, abyśmy wszyscy wytrwali w zdrowiu do końc a turnusu
Niestety w niedzelę miałem dziwne zdarzenie. Mama podejrzewa, że mógł to być napad padaczkowy. Byłem już gotowy do spania, właściwie już przysypiałem, jak zacząłem strasznie przeraźliwie płakać. Do tego pojawiły się drgawki na całym ciele, takie jakby mi było zimno, a wzrokowo nie reagowałem. Taki stan trwał dobre 15 minut, potem się wyciszyłem i usnąłem. Dziwne to było a mama się wystraszyła nie na żarty... Teraz musimy uważnie obserwować każde takie zachowanie i skonsultować to z neurologiem. Zawsze coś...
Wczoraj Blanka skończyła swój pierwszy roczek. I ja na nim byłem :)
Sto lat Blanuś
Wczoraj mieliśmy bardzo smutny dzień.... Zostałem w domu z ciocią Justyną a mama pojechała pożegnać mojego kolegę Olka. Z Olkiem i jego rodzicami poznaliśmy się na jednym z pierwszych turnusów. Byliśmy razem w Kiekrzu, w Złotowie , Słupsku. A teraz już nigdzie razem nie pojedziemy....
Jest nam strasznie smutno....Dlaczego tak się dzieje, że odchodzą dzieci, one przecież powinny być zdrowie, powinny cieszyć się dzieciństwem, szkołą, dawać radosć rodzicom, a nie cierpieć i zostawiać rodziców samych... Nie tak powinno być, nie tak... I tysiąc myśli w głowie, po co to wszystko, po co rehabilitacja, leczenie, pobyty w szpitalach????
Najgorsze co może być to mała biała trumienka....białe kwiatki.... i smutek rodziców....
Ciągle mamy przed oczami uśmiechniętą buźkę Olka.... Takim Cię zapamiętamy.
Olku bądź Tam szczęśliwy, Tam Cię w końcu nic nie boli, nie cierpisz.
(*)(*)(*)
Śpij słodko Mały Aniołku
No i operacja bioderek przełożona... na kiedy? nie wiadomo... Jak się ucho porządnie zaleczy mamy dzwonić i ustalimy nowy termin. W takim stanie jak coś na uchu się dzieje, mogłoby się nam przerzucić na rany po operacji i byłby dopiero kłopot. Dlatego nasz ortopeda zadecydował o jej przełożeniu. Na razie leczymy antybiotykiem w maści, goi się bardzo pomału....
Co do tej operacji, to albo to jest jakiś znak Niebios, żeby jej nie robić, bo to już drugi raz nam się termin przesuwa (za pierwszym razem odesłali nas z kwitkiem z Poznania, teraz ten gronkowiec), albo poprostu "do trzech razy sztuka"???
A u nas nastała już prawdziwa zima. Dzisiaj spadł pierwszy w tym roku śnieg... ale zaraz stopniał... Zima jest śliczną porą roku, najgorsze to tylko to ubieranie, czapki, szaliki, rękawiczki...jakby się ważyło 5 kilo więcej...
No i jeszcze jedna wiadomość: Operacji nie ma , za to jest kolejny turnus
, za dwa tygodnie 18 listopada jedziemy znowu do Stobna, na ostatni turnus w tym roku. A grudzień odpoczywam
I po turnusie....Do domku wróciliśmy w czwartek. Będąc jeszcze na turnusie odebraliśmy wyniki wymazu z ucha- okazało się, że wyhodował się tam gronkowiec złocisty. Na razie mam wdrożony antybiotyk w maści, jak nie poskutkuje to dostanę coś doustnie.... Oby tylko poskutkowała maść, bo z antybiotykiem doustnym nie zrobią mi operacji bioderek i znowu będziemy musieli czekać 
Wracając do turnusu, to było jak zwykle SUPER
Na zajęciach troche zmian i rotacji, ale nie narzekam, a towarzystwo super, kilka osób już znaliśmy, sporo poznaliśmy. W miarę wolnego czasu i pogody spacerowaliśmy popołudniami po lesie, raz byliśmy w Pile na zakupach, jeden dzień była super impreza imieninowa Szymona, na której się świetnie bawiliśmy. Tak więc turnus zleciał nam w super sympatycznej atmosferze 
Teraz czekamy za operacją bioderek, a potem to się okaże....
Dzisiaj mija czwarta rocznica mojej operacji...to już cztery lata, długie, ciężkie cztery lata....A wydaje się jakby cała wieczność....Smutno nam dzisiaj, bardzo smutno....Ciekawe jakby nam się życie potoczyło, gdyby tamta operacja przebiegła bez powikłań?? Pewnie bym chodził juz do przedszkola, pyskował, broił, mówił wierszyki, pomagał mamie,jak każdy chłopiec w moim wieku...Byłoby tak fajnie....a jest jak jest...

A na turnusie jest ok. Ćwiczę dzielnie i nie narzekam :)
A jednak jesteśmy na turnusie :)))))
W czwartek stawiliśmy się w szpitalu( w międzyczasie zrezygnowaliśmy z turnusu), spakowani i przygotowani na kilkudniowy pobyt.... Tam jednak lekarz laryngolog dziecięcy po obejrzeniu mojego ucha stwierdził, że nie nadaje się ono na leczenie szpitalne i wysłał nas z receptą na maść do domu. Turnus musieliśmy odkręcić, o mały włos by nam się nie udało, bo w ośrodku już dzwonili po kogoś z listy rezerwowej..Na całe szczęście jednak nikt chętny na nasze miejsce się nie znalazł i jesteśmy już na turnusie. Zastało nas tu troche zmian, ale miejmy nadzieję, że pozytywnych.
W piątek mieliśmy jechać na turnus do Stobna, a tu zmiana planów o 180 stopni... Byłem dzisiaj u lekarza laryngologa... od dwóch miesięcy babra mi się lewe uszko z zewnątrz, jest zaczerwienione, ropieje, ostatnio nawet sinieje i jest opuchnięte... Smarowaliśmy je różnymi maściami, maświetlamy lampą, brałem nawet doustny antybiotyk i nic. W końcu dzisiaj pojechaliśmy do laryngologa i jak je zobaczył to stwierdził, że jest to zapalenie chrząstki ucha zewnętrznego i w poważnym już stanie i że konieczna będzie hostpitalizacja i antybiotyki dożylne... Na nic zdało się przekonywanie, że w piatek mamy turnus i że dobrze toleruję antybiotyki doustne... Wyszliśmy z wizyty z wręczonym skierowaniem do szpitala z adnotacją PILNE!!
Tak więc jutro jedziemy na oddział laryngologiczny do Poznania, a turnus niestety nas ominie...
Te zapalenie chrząstki ucha wcale nie jest przyjemne.. może prowadzić do trwałego uszkodzenia i zdeformowania ucha, a w przypadku uporczywego leczenia tą chorą część trzeba usuwać chirurgicznie... Oj obyśmy tylko szybko ze szpitala wyszli... Nie lubię szpitali :)
Jakiś czas temu mama dostała maila od Pani z Fundacji Mam Marzenie. W treści była propozycja zgłoszenia mnie do spełnienia marzenia przez Fundację. Na początku się wahaliśmy, ja nie umiem ani powiedzieć, ani namalować jakie jest moje marzenie, można się tylko domyślać... Mimo wszystko gdzieś w czerwcu przyjechała do nas ekipa wolontariuszy z Fundacji, z balonami, zabawkami i świetnym humorem. Spędziliśmy cudowne popołudnie. Po długich rozmowach, co lubię i co sprawia mi frajdę doszliśmy do wniosku, że najfajniejszą przygodą będzie wyjazd do parku rozrywki :)
Tu znajduje się link do mojej podstrony w FMM:
http://www.mammarzenie.org/gorzow_wielkopolski/dziecko/2641_jakub.html
Tak więc Ciocie z FMM zaczęły załatwiać formalności, a my czekaliśmy na dalsze wskazówki.
I niedawno nadeszły: Jedziemy do Heide Parku w Niemczech i to już w październiku!! Strasznie się tym wyjazdem denerwowaliśmy, tak daleko, samochodem...
Mimo małych obaw 3 października ruszyliśmy na podbój Heide Parku!! Rano pod nasz blok popdjechały dwie ciocie wolontariuszki i zabrały nas na spełnienie marzenia.
Podróż minęła nam sprawnie i dość szybko, nawet ja nie marudziłem, choć pierwszy raz jechałem tak długo samochodem w foteliku i chyba tą jazdę polubiłem.
Na miejscu naszym oczom ukazał się niesamowity hotel- hotel piracki- Hotel Port Royal. Był niesamowity, duży, w stylu iście pirackim, winda piracka, pokoje a raczej kajuty pirackie, o łazience nie wspominając. Poprostu rewelacja!!
W Heide Parku byliśmy dwa dni, calutkie, od rana do zamknięcia. Przeżyliśmy tam niesamowitą przygodę, której nie da się opisać słowami. Jeździliśmy na mniejszych i większych kolejkach, samochodzikach, pływaliśmy tratwami, pontonami, byliśmy na Diabelskim Młynie, ma wieży widokowej, na pirackim Show i wielu innych atrakcjach. Wszystko było super, do tego niesamowity Halloween'owy klimat, wszędzie dynie, strachy, sztuczne pajęczyny...poprostu cudownie 
Aż żal było wracać.... Na pożegnanie wrzuciliśmy wszyscy grosiki do fontanny przed hotelem....może kiedyś tam wrócimy 
Do domu wróciłem z masą "pirackich łupów", z ogromnym pluszowym Tygryskiem, śmiejącą się małpką, masą zdjęć i przepięknym wspomnieniem. Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do naszego wyjazdu, i wszystkim, którzy w trakcie tego wyjazdu byli z nami!!
OGROMNE ZA WSZYSTKO DZIĘKUJĘ

Do obejrzenia zdjęć zapraszam do galerii obok :)
Tak więc już jesteśmy po kolejnym turnusie- turnusie "Inwazji Kubusiów "- było nas naprawdę sporo 
Dwa tygodnie zleciały niesamowicie szybko, fajne ćwiczenia, na które chodziłem bardzo chętnie( chwalono mnie, więc od razu dużo lepiej się ćwiczyło- bo Kubusie lubią komplementy...), fajni ludzie, fajne dwa tygodnie!
Czas zdecydowanie za szybko leci...niedługo listopad i operacja...do tego czasu mamy nadzieję jechać na jeszcze jeden turnus...pracowity rok nam mija...
Oto kilka zdjęć z turnusu:
zajęcia na sali
I jeszcze jedno
Hipoterapia
Basen
I jeszcze
Pająk
Terapia zajęciowa
Mini sala doświadczania świata
Dogoterapia
I Viofor z lampą Bioptron
I do zobaczenia na następnym turnusie
I minęła nam połowa turnusu w Zabajce 2 w Złotowie.
Zajęć pełno, rehabilitacja na sali, masaż, basen, biomasaż, hipoterapia, terapia zajęciowa, cranio-sacrale, magnetostymulacja, pająk, muzykoterapia, dogoterapia i elementy neurokinezjologii. A więc codziennie wieczorem padam ze zmęczenia.
Już na początku rehabilitant stwierdził, że jestem w dużo lepszym stanie niż jakiś czas temu, puściła spastyka i to widać. No i dostaliśmy skrzydeł do dalszej pracy :)
Na razie ćwiczę chętnie 
Pogoda nam dopisuje, mieliśmy ognisko z kiełbaskami dla dzieci i czas bardzo szybko leci.
A dzisiaj w końcu przymierzyliśmy Thera Togsa- kombinezon, który wymusza prawidłową postawę.
Przód
Tył
Więcej zdjęć z zajęć wstawimy na koniec turnusu.
Zaczął się rok przedszkolny...W tym roku nadal mam zajęcia indywidualne. Przychodzi do mnie jak dotąd Pani Dorota- rehabilitantka, a także nowa pani-Pani Asia, która jest pedagogiem specjalnym. Pierwsze zajęcia mamy już za sobą i bardzo mi się podobają. Pani Asia pokazuje mi różne obrazki, bawi się ze mną zabawkami, głaszczemy różne struktury, taka nauka poprzez zabawę. Powiedziała mi również, że będę zapraszany do przedszkola na wszystkie imprezy dla dzieci, takie jak zabawa choinkowa, urodziny Kubusia Puchatka, Dzień Dziecka itd....Tak więc zapowiada się ciekawy rok, pod względem pedagogicznym, jak również poznawczym
.
Poza tym w środę ruszamy na turnus...znowu!!! Kierunek- Zabajka w Złotowie!!! Czekają mnie tam intensywne dwa tygodnie...
P.s. Nasze aukcje na Allegro nadal trwają. Zapraszamy do licytacji. Jesteśmy bardzo wzruszeni chęcią pomocy, dużo osób przekazuje nam przedmioty do zlicytowania, podają naszą prośbę dalej, co skutkuje ciągłym napływaniem paczek. Jesteśmy niesamowicie tym poruszeni...Bardzo serdecznie DZIĘKUJEMY!!!
wtorek, 9 lutego 2010
Licznik odwiedzin: 48947

Jestem Jakub. Urodziłem się 24.03.2005 r. z ciężką wadą wrodzoną serca -HLHS- niedorozwojem lewej komory (oznacza to, że żyję tylko z jedną komorą serca). Przeszedłem dwie operacje- pierwszą gdy miałem tydzień, drugą w wieku siedmiu miesięcy. Niestety w kilka dni po drugiej operacji doszło u mnie do zatrzymania akcji serca i na skutek tego niedotlenienia mózgu. Od tego czasu cierpię na porażenie czterokończynowe ( nie chodzę, sam nie siedzę, nie przewracam się na boki, nie bawię się rączkami), nie mówię, ma padaczkę, głęboki niedosłuch obustronny ( noszę aparaty słuchowe), miałem również przez prawie dwa lata założoną rurkę tracheotomijną, przez którą oddychałem; mam także podwichnięte stawy biodrowe (czekam za ich operacją).
Potrzebuje intensywnej rehabilitacji, zarówno w domu jak i podczas turnusów rehabilitacyjnych, które są bardzo drogie i przekraczają nasze możliwości finansowe ( jeden dwutygodniowy turnus to ok. 3500 zł).
Jeżeli zechcecie Państwo nam pomóc proszę o przekazanie wpłat na konto:
FUNDACJA POMOCY OSOBOM NIEPEŁNOSPRAWNYM „SŁONECZKO”
Stawnica 33
77-400 Złotów
Nr konta: 89 8944 0003 0000 2088 2000 0010
Z dopiskiem: Dla Jakuba Synowca, symbol 94/S
Przy wpłatach z zagranicy przed numerem konta należy podać kod: GBW.CPL.PP.
Za udzieloną pomoc z całego serca dziękujemy!!
Kontakt: Hanna Synowiec tel. 693 095 487 GG 7355407 E-mail: hgenge@wp.pl